mar 09, 2026

Łukasz Mróz

Błędna dokumentacja projektowa -odpowiedzialność wykonawcy i inwestora

Wykonawca podpisał umowę, odebrał dokumentację i ruszył z robotami. W trakcie budowy okazuje się, że projekt jest błędny. Zakładany zakres prac nie zgadza się z rzeczywistością, a realizacja według dokumentacji jest niemożliwa albo doprowadzi do powstania obiektu, który nie nadaje się do odbioru.

Pytanie, które pada wtedy w każdym takim sporze: kto poniesie koszt poprawienia dokumentów i wprowadzenia tych poprawek w życie?

Odpowiedź – choć często nieoczywista dla samych zainteresowanych – jest w orzecznictwie dość konsekwentna. W teorii.

Problemy z dokumentacją projektową obciążają inwestora

Sądy w długim szeregu wyroków powtarzają jedną myśl: dokumentacja, które nie pozwala na wykonanie robót albo dotrzymanie terminu obciąża inwestora.

Przy formule „buduj” obowiązek przekazania wykonawcy dokumentacji projektowej to podstawowa powinność inwestora. Jeżeli więc są jakieś problemy z tą dokumentację trudno mówić o prawidłowym działaniu inwestora.

Inwestorzy często podnoszą argument „Przecież to nie ja tworzyłem projekt. Zamówiłem go w profesjonalnej firmie projektowej”. Zgadza się, ale tak jak wykonawca część swojego zadania realizuje rękami podwykonawców i ponosi konsekwencje ich pracy, tak inwestor powierzając komuś część swoich obowiązków nie zwalnia się z odpowiedzialności za jakość pracy tej osoby. Możesz uprościć sobie to w głowie do myśli projektant = podwykonawca inwestora.

Ocena dokumentacji przez wykonawcę

Innym argumentem, który wykonawcy słyszą regularnie przy sporze o błędy projektu jest „To Państwo jesteście profesjonalistami w budownictwie. To Wy powinniście wyłapać problemy, a nie my, inwestor-amator„.

Sądy wypracowały w tym zakresie ogólną zasadę korzystną dla wykonawców. Konsekwentnie powtarzają, że wykonawca nie ma obowiązku wnikliwej, merytorycznej weryfikacji projektu.

W końcu wykonawca jest – jak sama nazwa wskazuje – człowiekiem od realizacji robót, a nie od ich projektowania. Może więc działać w zaufaniu do efektu pracy projektanta. Sam też nie ma obowiązku mieć know-how, które mają biura projektowe.

Wykonawca ma jednak obowiązki w kontekście projektu

Sądy przyjmują, że nie można uznać wykonawcy za bezrefleksyjny automat budowlany. Jego rolą nie jest wzniesienie w terenie obiektu zgodnie z projektem, niezależnie od tego jak bardzo wadliwy miałby on być.

Tym, nad czym wykonawca nie może przejść obojętnie, są wielBŁĄDY projektowe. Oczywiście złe rozwiązania, błędy ogólnych rozwiązań konstrukcyjnych, powszechnie stosowanych w budownictwie.

Dlatego jednym z kluczowych pytań przy rozmowie o tym, kto poniesie koszty błędu dokumentacji jest: „O jakiego kalibru błędzie rozmawiamy?„.

Klauzule zbadania dokumentacji

Jeżeli działasz w branży budowlanej przy czytaniu tego tekstu zapewne przeszło Ci przez myśl:

  1. Tak, to trzyma się logicznie kupy…
  2. … ale za cholerę nie pasuje do moich doświadczeń z placu budowy.

Ponieważ na tym placu, jeżeli rzucisz temat błędów projektowych inwestor od razu pokaże Ci w umowie palcem klauzulę, w której wykonawca potwierdził, że sprawdził dokumentację i nie ma co do niej żadnych zastrzeżeń.

Mówiąc zupełnie otwarcie – to jeden z najbardziej ryzykownych elementów w sporze o koszty błędów projektowych.

Owszem, jest wiele przykładów sporów, w których wykonawcy dostają dopłaty za roboty dodatkowe, pomimo zapisania w umowie klauzul o ocenie dokumentacji. Jednak jestem daleki od mówienia, że wykonawcy idą w takich przypadkach po swoje. Branża budowlana może przeprowadzić tutaj prosty test – jeżeli rynek dochodzenia roszczeń o roboty dodatkowe zacznie wyglądać jak rynek kancelarii prawnych od kredytów frankowych będziemy mogli uznać, że spory o błędy projektowe faktycznie mają przewidywalny rezultat.

Ale żeby nie grać tylko pesymistycznymi nutami – owszem, wykonawcy jak najbardziej mają argumenty w sporach o konsekwencje błędów projektowych. Punktem wyjścia jest tutaj rozłożenie na czynniki pierwsze samej klauzuli umownej, którą inwestor wskazuje mówiąc „Właśnie dlatego nie muszę płacić”.

Obowiązek raportowania błędów

Niezależnie od wszelkich wątpliwości, o których pisałem wyżej jedna rzecz jest pewna: wykonawca powinien niezwłocznie informować inwestora o stwierdzonych błędach projektu.

To nie tylko kwestia lojalnego działania wobec kontrahenta. To krok w najlepszym interesie samego wykonawcy.

Taki raport może ochronić jego plecy (albo miejsce nieco niżej) w przypadku późniejszych problemów z jakością/wadami robót, które zrealizował zgodnie z błędnym projektem.

Problemy na papierze, konsekwencje w pieniądzu

Błędna dokumentacja to w kontraktach budowlanych jedno z najczęstszych źródeł generowania roszczeń po obu stronach.

Inwestorzy próbują przerzucić na wykonawców koszty wynikające z zaniedbań projektowych. Wykonawcy, którzy nie wiedzą jak tak naprawdę wygląda ich sytuacja mogą przyjąć te koszty bez walki. A do tej walki jak najbardziej mają broń. Co istotne – ważniejsze nawet od tego, że ją mają jest decyzja kiedy ją wyciągnąć i jak jej użyć.

Jeśli prowadzisz kontrakt budowlany i masz podobny problem – opisz sytuację w kilku zdaniach: biuro@kancelariamroz.pl II 577 665 077


Omówienie problemu w formie wideo

W tym filmie na YouTube znajdziesz pogłębioną analizę problemu kosztów wywołanych błędami dokumentacji projektowej. Z przykładami konkretnych sporów i argumentami, które pozwoliły wykonawcom uzyskać dopłatę.

Łukasz Mróz

Od wielu lat swoją wiedzą na temat prawnej strony kontraktów budowlanych dzielę się online jako pisząc teksty, nagrywając podcasty i wideo.

Napisz komentarz

Sprawdź także